Polska mogła dostać nawet dwa rzuty karne. Kompromitacja arbitra
Reprezentacja Polski dwukrotnie odrabiała straty w rywalizacji ze Szwecją, ale finalnie przegrała 2-3 i nie zagra na tegorocznych mistrzostwach świata. Gola na wagę awansu dla Szwedów w 88. minucie zdobył Viktor Gyokeres, wykorzystując duże zamieszanie w polu karnym Biało-Czerwonych.
Na przestrzeni całego spotkania Polacy byli stroną dominującą, lecz brakowało im skuteczności. Szwedzi natomiast wykorzystali w zasadzie wszystkie dogodne sytuacje. Na drodze do awansu reprezentacji Polski stanęli we wtorek nie tylko rywale, ale również zespół sędziowski. Rafał Rostkowski, były arbiter i obecnie ekspert, wypunktował na łamach sport.tvp.pl poważne błędy Slavko Vincicia oraz jego asystentów. Okazuje się, że Biało-Czerwoni byli pokrzywdzeni przez jego kontrowersyjne i nietrafione decyzje.
Do pierwszej kontrowersji doszło już w 14. minucie, kiedy to Robert Lewandowski został sfaulowany w polu karnym przez Carla Starfelta. Vincić skupił się jednak na przewinieniu Matty’ego Casha, który nie trafił przy próbie kopnięcia piłki, a ta odbiła się od jego obu rąk. Rostkowski twierdzi, że nie było powodu, by w tym momencie przerwać grę, a za faul na Lewandowskim należał się rzut karny dla Polaków.
Słoweniec nie popisał się również tuż przed przerwą, kiedy to Szwedzi świętowali gola na 2-1. Najpierw odgwizdał faul na Anthonym Elandze, choć pierwotnie asystent pokazywał wrzut z autu dla Polski. Stały fragment gry zamienił się na bramkę dla gospodarzy. W momencie dośrodkowania na spalonym znajdował się jednak Gabriel Gudmunsson, który brał czynny udział w akcji i zablokował Lewandowskiego, odbierając mu szanse na zagranie piłki.
Na tym nie koniec – kontrowersji nie brakowało też po przerwie. W 48. minucie Jakub Kamiński upadł w polu karnym Szwedów po kontrakcie z Victorem Lindelofem. Rostkowski nie wskazuje tu jasno, czy doszło do przewinienia. Trafienie na 3-2 było efektem sprytnego zachowania Gyokeresa, który delikatnie przytrzymał Przemysława Wiśniewskiego, co pozwoliło mu go wyprzedzić i ostatecznie strzelić gola. Na takie sytuacje uwagę zwracał Pierluigi Colina, twierdząc, że nawet drobne przewinienia mogą mieć olbrzymi wpływ na boiskowe wydarzenia.









