Arkadiusz Milik
Arkadiusz Milik fot. Grzegorz Wajda

Milik, reprezentacja i krążące wokół głupoty

Jerzy Brzęczek powołał Arkadiusza Milika do reprezentacji na trzy listopadowe mecze, a internet eksplodował. “Ale jak to”, “za zasługi się nie gra”, “tak być nie powinno”. A właśnie, że powinno.

Czytaj dalej…

Na początek wyjaśnijmy jedno. Brzęczek nie jest samobójcą i za zasługi nikogo w tej chwili nie powołuje. Jak to sobie wyobrażacie? Trener nie potrzebuje w swojej drużynie Milika, ale czuje, że jest mu winny powołanie, bo ten w przeszłości był ważnym ogniwem? Wiedząc, że będzie rozliczony z wyniku na Euro zabiera miejsce bardziej potrzebnym zawodnikom i interes Milika stawia wyżej od własnego?

Brzęczek powołuje Milika, bo go potrzebuje. Różne sugestie ostatnio czytałem – że przecież jest Kamil Wilczek, który gra i strzela w Danii, albo Karol Świderski z PAOK-u. To ja zadam pytanie – w którym miejscu, oprócz naturalnej pozycji, jest podobieństwo Wilczka do Milika, by można było ich po prostu podmienić? Kamil jest egzekutorem, w dodatku kompletnie niesprawdzonym w kadrze, bez żadnego wypracowanego schematu gry z drużyną na treningach, które selekcjoner prowadzi od dwóch lat, Arek występował u Brzęczka już w ataku, za plecami napastnika, często miał zadania schodzenia do środka pola. Nie spodziewam się, by zastąpienie go Wilczkiem akurat teraz miałoby służyć czemuś dobremu.

Wołających natomiast o szansę dla Świderskiego po prostu uświadomię, że mówią o rezerwowym napastniku, który od początku sezonu we wszystkich rozgrywkach wystąpił przez niewiele ponad 180 minut, raz wychodząc w podstawowej jedenastce.

Naszą niemal narodową cechą jest bardzo łatwe skreślanie ludzi. Grzegorz Krychowiak dziesiątki razy mógł udowadniać, jakim jest cennym elementem reprezentacji, ale wystarczyło, że jesienią wpadł w dołek i już nie nadaje się do niczego, na Euro jechać nie powinien. Tuż przed Euro 2016 Michał Pazdan zawalił mecz z Holandią i były głosy, że nasza defensywa do niczego się nie nadaje, a ten pojechał do Francji i został ministrem obrony narodowej. Prawdziwym ekstremum były głosy z początku ostatnich eliminacji, gdy tłum krzyczał: Lewandowski na ławkę, skoro mamy Piątka.

Sytuacja z Milikiem, który nie jest zgłoszony we Włoszech do żadnych rozgrywek jest daleka od optymalnej, ale trochę lodu. Mówimy o piłkarzu, który dwa razy niemal z marszu wrócił do strzelania bramek po zerwaniu więzadeł i półrocznych przerwach. Teraz normalnie przeszedł przez (co prawda skrócony) okres przygotowawczy, przed sezonem zagrał nawet w jednym sparingu. Nie mam pojęcia, co miałaby stracić reprezentacja, jeśli Arkadiusz Milik pojawi się w listopadzie na jej zgrupowaniu. Wiem natomiast, co straciłby Jerzy Brzęczek, gdyby go nie było – kilka jednostek treningowych, z których każda przy tak ograniczonym do Euro czasie jest na wagę złota. Milik być może w styczniu zmieni klub i zacznie grać regularnie. Wtedy jego pozycja w kadrze będzie nie do podważenia, ale jego brak w reprezentacji teraz trudny do nadrobienia.

Oczywiście jest jeszcze możliwy scenariusz, że Polak zostanie w Napoli do końca sezonu, ale – choć nikt nie chce, by tak się stało – to niewiele zmienia. Gianpiero Gasperini powiedział ostatnio o Josipie Iliciciu: “Dobrze, że jest już z nami. Nie grał kilka miesięcy, ale przecież nie miał kontuzji, więc nie będzie miał problemów z nadrobieniem braków. Nie oduczył się przecież kopać piłki”.

Milik też się nie oduczył.

Pamiętajmy, że przed Euro 2020 kadra zgrupowanie rozpocznie w maju. To jedyny okres w pracy selekcjonerów, gdy mają wszystkich piłkarzy do dyspozycji bez żadnych ograniczeń, przez trzy tygodnie dzień w dzień buduje się drużynę pod kątem fizycznym i taktycznym. Do tego gra się sparingi. To wystarczający czas, by piłkarza w normalnych warunkach gwarantującego jakość postawić na nogi.

Jeśli za coś miałbym bić brawo Jerzemu Brzęczkowi, to za podejście do Arkadiusza Milika. Wbrew opinii tłumu głupie nie byłoby wysyłanie powołań do Neapolu, a nie robienie tego.

Komentarze