Tim Hall: nie odchodzę z Wisły Kraków przez treningi

Tim Hall
Tim Hall Wisla.Krakow.pl / 400mm.pl

– Treningi w Wiśle były bardzo wymagające – to nie jest kłamstwem. Ale na pewno nie były powodem, by skończyło się właśnie w ten sposób – mówi w rozmowie z Goal.pl Tim Hall, który przedstawia swoją wersję wydarzeń doprowadzających do jego rozwiązania kontraktu z Białą Gwiazdą.

Taka historia nie jest często spotykana. Po dwóch tygodniach od podpisania kontraktu zawodnik go rozwiązuje. Warto więc spytać obie strony o przyczyny. W Wiśle przekierowano nas do słów Petera Hyballi, który odniósł się do sytuacji z Timem Hallem po sparingu z Bruk-Betem Termalicą (2:1). – Tim Hall dołączył do nas w ubiegły piątek i został poddany testom, podobnie jak każdy inny piłkarz. Po dwóch dniach treningów zdecydowaliśmy, że powinien realizować indywidualny program treningowy w celu poprawy jego dyspozycji fizycznej. Dzień później nie przyjechał jednak do Myślenic, a podczas rozmowy usłyszałem, że ma problemy osobiste, które sprawiają, że musi wrócić do Luksemburga. To samo powtórzył zarządowi Wisły. Przykro mi, że tak się potoczyła sprawa z tym zawodnikiem, bo pokładałem w nim nadzieję.

Sam Hall pretensje ma natomiast nie o trudność treningów, a pochopną ocenę jego możliwości.

Dlaczego nie jesteś już piłkarzem Wisły Kraków?

To długa historia i nie do końca wyglądała tak, jak przedstawiły to media. Owszem, był problem z trenerem, ale po rozmowach w klubie zdecydowaliśmy, że pójdę na wypożyczenie. Wtedy pojawiły się publikacje zawierające bzdury, na czele z tą, że wymiotowałem po treningach, że mogłem być pijany po jakiejś imprezie. To były fake niusy, to w mojej karierze nigdy się nie zdarzyło. Media w bardzo dużym stopniu przyczyniły się do rozwiązania kontraktu. Po artykułach o moich rzekomych wymiotach na klubie spoczęła bardzo duża presja i wspólnie uznaliśmy, że najlepszym rozwiązaniem dla obu stron będzie rozwiązanie kontraktu. To bardzo smutne zakończenie, bo wiem, jak bardzo Wisła Kraków chciała, bym został jej piłkarzem.

Wyjaśnijmy zatem fakty i mity. Czy treningi Petera Hyballi były dla ciebie zbyt trudne?

Ja nawet nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Odbyłem trzy treningi i to zdecydowanie za mało, bym realnie ocenił, czy były dla mnie za ciężkie. Nie wiem, kto ci coś takiego powiedział. Ja też mogę spytać: jak na tej podstawie on (Peter Hyballa – przyp. red.) może oceniać mnie? W ostatnim czasie potrzebowałem kilku dni, by przedostać się z Portugalii do Polski, odbyłem testy medyczne i dopiero w piątek miałem trening z Wisłą. Po którym – pokreślam – nie wymiotowałem. Po trzech treningach Hyballa wykopał mnie z zajęć z drużyną na kolejnych pięć-sześć tygodni. Nie mogłem tego tak po prostu przyjąć, to jeden z ważniejszych powodów mojego odejścia.

Jakąś opinię po tych trzech treningach jednak pewnie zdążyłeś sobie wyrobić.

Były bardzo wymagające – to nie jest kłamstwem. Ale na pewno nie były powodem, by skończyło się właśnie w ten sposób.

Są zarzuty pod twoim adresem, że jesteś zbyt leniwy.

Jak w ogóle można tak twierdzić? Przecież gdyby to była prawda, nie mógłbym trafić na Ukrainę, czy do Portugalii. Nigdy w życiu nie spotkałem się z takim zarzutem ze strony sztabu szkoleniowego. Dopiero tutaj pierwszy raz miałem problem z trenerem. To dziwne, bo przecież liga portugalska stoi na wyższym poziomie niż w polska.

Na czym zatem polegał twój problem z Hyballą?

Nie wiem, jak to powiedzieć… (chwila milczenia)

To inaczej – czego twoim zdaniem zabrakło, by ta historia skończyła się inaczej?

Szacunku ze strony trenera. Naprawdę tego nie rozumiem, jak po pierwszym treningu można kogoś tak potraktować. Zaczął mnie błyskawicznie oceniać, mówić, że nie jestem odpowiednio przygotowany fizycznie. Po trzech dniach od tego zdarzenia było już mnóstwo dyskusji wokół mnie. Jak można w ogóle tak szybko dojść do takich wniosków? W piątek odbyłem pierwszy trening, w sobotę zabrano mnie na mecz, bym obejrzał, jak to wszystko w Wiśle funkcjonuje, bym był z drużyną, a w niedzielę oddelegowano mnie do indywidualnego treningu na 2,5-3 godziny. Naprawdę ciężkiego. Po tym wszystkim w poniedziałek trenowałem dwa razy, więc oczywiste jest, że moje nogi nie były w tym samym stanie, co w piątek.
Gdybym miał coś zmienić, chciałbym dostać choć trochę więcej czasu. Przecież nie jestem amatorem. Na Ukrainie grałem w każdym meczu. W Portugalii – w porządku – siedziałem na ławce, ale przecież cały czas byłem w treningu. I nigdy nie miałem problemu. Z jakiegoś powodu nie chcieli rozwiązać mojego kontraktu, gdy o to prosiłem, bo zależało mi, by grać. Wreszcie w styczniu dostałem zgodę, bo widzieli, jak mocno chcę odejść do Wisły. Myślałem: trener i klub chciały mnie latem, chcą mnie wciąż, muszę tam iść. Jestem w szoku, że tak się to skończyło. Naprawdę nie zrobiłem niczego złego. Ani trenerowi, ani mediom. Jesteś pierwszym dziennikarzem, z którym rozmawiam w Polsce. A nagle musiałem zderzyć się z tymi wszystkimi bredniami o wymiotowaniu na treningu. I wszyscy poza Wisłą teraz myślą, że pewnie na zajęcia przyszedłem pijany. Gdyby nie te bzdurne artykuły, ułożyłoby się to odrobinę inaczej.

To znaczy jak?

Poszedłbym na wypożyczenie. Od władz klubu usłyszałem, że chcieli mnie od dłuższego czasu i doceniają, że odrzuciłem kilka ofert. Szefostwo to świetni ludzie, a wizja rozwoju klubu bardzo mi się spodobała. Naprawdę polubiłem Wisłę. Chciano mnie tu zatrzymać. Usłyszałem: “Nie układa ci się z trenerem? W porządku, zdarza się, oddamy cię na półroczne lub roczne wypożyczenie, wszyscy będą szczęśliwi”. Ale wtedy pojawiły się te artykuły, o których mówiłem, a władze zaczęły odczuwać presję. W Wiśle zaczęli czytać: “Ale jak to? Chcecie zostawić gościa, który wymiotował na treningach?”. Wszyscy myślą, że jest prawdą, a to g***o prawda. To wszystko fake niusy. Nawet nie wiesz, jak smutna jest dla mnie ta historia.

Rozmawialiście z Peterem Hyballą przed transferem do Wisły?

Tak. Byłem w jego notesie, pojawił się w przeszłości temat sprowadzenia mnie do Bredy, gdy tam pracował. Gdy zadzwonił do mnie, powiedział, że byłby szczęśliwy, gdybym przyszedł do Wisły, że odpowiada mu mój styl gry w piłkę, pasuję do koncepcji. Z Polski miałem w sumie trzy oferty, z czego dwie z pierwszej piątki, były też propozycje z innych lig.

A co możesz powiedzieć o zawodnikach Wisły?

Nie za wiele, bo trenowałem od piątku do poniedziałku. Na pewno dało się dostrzec dobrą atmosferę w zespole, usłyszeć wiele fajnych rozmów. Poziomu piłkarskiego nie zdecyduję się ocenić, byłem za krótko.

Co dalej z twoją karierą?

Zobaczymy. Na razie wracam do Luksemburga i będę rozmawiał z moim agentem, by znalazł mi następny klub. Taki, w którym poczuję się znów szczęśliwy, którego trener naprawdę będzie mnie chcieć i da mi więcej czasu niż trzy dni, zanim zacznie mnie oceniać.

Komentarze