Krzysztof Kamiński
Krzysztof Kamiński fot. ASInfo

Kamiński dla Goal.pl: Nie przystoi nam mieć taką serię

– Nowy szkoleniowiec oczywiście daje nowy impuls. Jednak to zawodnicy są na boisku i to oni grają. Nie chodzi o to, że będzie się zmieniało trenera co chwilę. Myślę, że raczej w większym stopniu odpowiedzialni za wyniki są piłkarze, to oni realizują założenia trenera – mówił w rozmowie z Goal.pl o ostatniej dyspozycji Ruchu Chorzów bramkarz Niebieskich – Krzysztof Kamiński.

Czytaj dalej…

Więcej informacji o T-Mobile Ekstraklasie na naszym profilu na Facebooku. Dołącz do nas >>

Co się obecnie dzieje z Ruchem Chorzów?

Krzysztof Kamiński (Ruch Chorzów): – Trudno powiedzieć. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że piłka nożna to prosta gra. Jak się jednak okazuje nie do końca, bo my cały czas nie potrafimy wygrywać. W drugim meczu z rzędu straciliśmy punkty w drugiej połowie. Faktem jest, że nie rozegraliśmy wielkiego spotkania, ale raczej kontrolowaliśmy sytuację na boisku.

Gol padł po rzucie wolnym, więc mowy o zaskoczeniu chyba być nie powinno.

– Wiedzieliśmy, że Korona dobrze egzekwuje rzuty wolne. Jednak właśnie po stałym fragmencie gry straciliśmy bramkę. Podobnie było w meczu z Cracovią. Co jest nam potrzebne? Wydaje mi się, że potrzebujemy wygranej, która pozwoli nam się przełamać i uwierzyć w siebie. Nawet jakby to było zwycięstwo w fatalnym stylu, to myślę, że poprawiłoby to naszą sytuację. Myślę, że pękłoby nam coś w głowie i w kolejnych spotkaniach byłoby łatwiej.

A nie sądzisz, że za mało widoczni w grze Ruchu są napastnicy?

– Warto jednak zauważyć, że to nie napastnicy wypracowują sobie sytuacje. To cała drużyna kreuje akcje i stwarza im te okazje strzeleckie. Napastnicy żyją z podań. Tak samo, jak cały zespół się broni, tak samo cała drużyna atakuje. Każdy tę cegiełką dokłada do tej ofensywy, więc nie można wszystkiego zrzucać na barki napastników i zawodników ofensywnych. Boli to, że my potrzebujemy kilku sytuacji, aby zdobyć bramkę. Natomiast przeciwnik ma dwie i potrafi je wykorzystać.

Spoglądając na Waszych najbliższych rywali w lidze, trudno być optymistą. Ostatnie nie potrafiliście zwyciężyć z outsiderami. Teraz z kolei przyjdzie Wam się mierzyć z czołówką.

– Być może, w momencie, jeśli będziemy skazani na defensywę, to lepiej nasza gra będzie wyglądała, gdy nastawimy się na kontrę. Wierzę, że w takich spotkaniach uda nam się zdobywać punkty, które – nie ma co ukrywać – są nam potrzebne, jak tlen.

Czy fakt, że nie zdobywacie punktów również na własnym stadionie, gdzie jak dotąd wywalczyliście jeden punkt, również Was demobilizuje?

– Trzeba sobie jasno powiedzieć, że nasz stadion nie jest twierdzą nie do zdobycia i zdecydowanie zbyt łatwo nasi przeciwnicy zdobywają na naszym obiekcie punkty. Powinno być tak, że każdy, kto przyjeżdża na stadion Ruchu, to powinien się go bać. Niestety wygląda to zupełnie inaczej. Nam obecnie nie robi żadnej różnicy, czy gramy u siebie, czy na wyjeździe. Teraz musimy grać na 150 procent i wszędzie gdzie się da zdobywać punkty.

Golański: Mecz z Wisłą najważniejszy w sezonie >>

Grałeś wcześniej w takich zespołach jak Narew Ostrołęka, czy Wisła Płock. Czy byłbyś w stanie przypomnieć sobie taką sytuację, która obecnie Ciebie dotyczy, właśnie w czasach gdy broniłeś barw wspomnianych drużyn?

– Myślę, że każdy przeżywa podobne passy. Raz forma idzie w górę, a raz spada. Taka sinusoida jest normalna. Wiadomo, że każdy chciałby, aby ta dobra forma utrzymywała się jak najdłużej, ale wiadomo, że to trudne. My w każdym razie staramy się i wierzę, że nasza sytuacja ulegnie niebawem zmianie. A czy byłem już w innym klubie w podobnej sytuacji? Możliwe, że tak. Nie ma jednak co porównywać najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Nam po prostu nie przystoi mieć taką serię, szczególnie jeśli chodzi o porażki.

Władze klubu również szukały rozwiązań, zmieniając jednocześnie trenera, ale efekt nowej miotły nie zadziałał.

– Nowy szkoleniowiec oczywiście daje nowy impuls. Jednak to zawodnicy są na boisku i to oni grają. Nie chodzi o to, że będzie się zmieniało trenera co chwilę. Moim zdaniem w większym stopniu odpowiedzialni za wyniki są piłkarze, to oni realizują założenia trenera. My chyba nie wszystko robimy dokładnie tak, jakby tego trener od nas oczekiwał. Zakładamy sobie pewne schematy, które mamy stosować na boisku, ale nie potrafimy wcielić tego w życie.

Są widoczne różnice w treningach, które przeprowadzał Jan Kocian, z tymi, które prowadzi Waldemar Fornalik?

– Padają zarzuty, że jesteśmy źle przygotowani i brakuje nam dynamiki oraz szybkości. Ja się z tym nie zgodzę. W meczu z Koroną myślę, że pod tym względem wyglądaliśmy całkiem nieźle, jeśli chodzi o poziom wybiegania. Korona po prostu cofnęła się i czekała na kontry. Jednak to my prowadziliśmy grę, szczególnie w drugiej połowie. W pierwszej części gry wyglądało to troszeczkę inaczej.

Kibice w Was cały czas wierzą i można przypuszczać, że w Warszawie będą Was również wspierać w licznej grupie.

– Wypada mi po prostu przeprosić kibiców za sytuację, która ma obecnie miejsce. Przychodzą na trybuny, mimo że wieczory są już chłodne i nas dopingują, oczekując dobrego widowiska z udziałem ich drużyny. My jednak nie potrafimy im tego ostatnio zagwarantować. Mam jednak ogromną nadzieję, że od naszego najbliższego meczu wszystko będzie wyglądało inaczej i nasi fani będą mogli się cieszyć z tego, że są kibicami Ruchu.

Przed swoimi walkami na zawodowym ringu Tomasz Adamek zawsze powtarzał, że wiara czyni cuda i wraz z nią można góry przenosić. Rozumiem, że w Was ta wiara jest i mocno wierzycie w przełamanie i odbicie się od dna, w który się ostatnio znajdujecie.

– Oczywiście, że tak. Nie możemy teraz siąść z załamanymi rękami i rozpamiętywać tego, co się stało. Jeśli będziemy cały czas o tym myśleć, to będziemy kopać pod sobą dołek. Trzeba wyciągnąć wnioski i iść do przodu.

Rozmawiał Łukasz Pawlik

Komentarze