Desperacja warta miliony euro

Massimiliano Allegri
PressFocus Na zdjęciu: Massimiliano Allegri

To nie jest tak, że Massimiliano Allegri zostaje w Juventusie, bo władze klubu mają wielką wiarę, że wyprowadzi drużynę z kryzysu. Zostaje, bo Juventus podpisał z nim cyrograf – czytamy w najnowszym odcinku cyklu SerieALL na SerieA.pl.

  • Juventus podpisał zabójczy dla siebie kontrakt z Massimiliano Allegrim
  • To część trendu, jaki zapanował we Włoszech. A przecież tak długie kontrakty z trenerami w tak niepewnych czasach zwiastują problemy
  • Jeśli Juve zwolni Allegrego a Inter Simone Inzaghiego, finansowe rany będą lizane latami

Desperacja warta fortunę

Kilka dni temu pod ośrodkiem treningowym Juventusu doszło do swoistej scenki. Wychodzącego z budynku Maurizio Arrivabene “zaatakował” kibic z wypisanymi na ustach słowami “Allegri Out”. Dyrektor Juve obruszył się i odpowiedział: a będziesz płacił nowemu trenerowi? W trzymaniu Allegrego na ławce chodzi wyłącznie o pieniądze. Kto wie, może szkoleniowiec z Livorno faktycznie wyprowadzi Starą Damę z kryzysu, może nagle wszystko się odmieni, a Bianconeri pójdą po mistrzostwo Włoch (wątpliwe, bardzo wątpliwe…), ale trudno na dziś mieć wątpliwości, że tej szansy by nie dostał, gdyby nie jego kontrakt. W sumie i tak nie wiadomo, czy dostanie.

Zatrudniając Allegrego Juventus był absolutnie zdesperowany, bo było jasne, że z tej drużyny ulatuje wszystko, co ją definiowało przez dziewięć mistrzowskich lat. Pal sześć Ligę Mistrzów i to, co się w niej od dawna dzieje. Ostatni tytuł zdobyty przez Maurizio Sarriego okupiony był sporą liczbą wpadek. Sezon Andrei Pirlo cudem został uratowany w ostatniej kolejce, gdy wpadka Napoli zapewniła Juve miejsce w Lidze Mistrzów. Trend był zatem widoczny, a trener, który seryjnie zdobywał mistrzostwo, często gwarantując sobie je na dwa miesiące przed końcem ligi, stał się w oczach szefów koniecznością. Allegremu wcale się nie paliło do powrotu i tamta saga wyraźnie sugerowała, kto bardziej był na musiku. Podobnie jak wynegocjowany przez Maxa kontrakt. W czasach, gdy w piłce nie można być pewnym jutra, czteroletnia umowa wydaje się być zbrodnią na zdrowym rozsądku. Ta konkretna jest warta 50 mln euro brutto wliczając premie za mistrzostwa, a bez nich – wątpliwe, że trzeba będzie je wypłacać – sięga niespełna 40 mln. Dziś ten kontrakt blokuje Juventus przed zrobieniem ruchu, którego domaga się już niemal cała społeczność zgromadzona wokół klubu.

Cały tekst na SerieA.pl

Komentarze