Max Stryjek
Max Stryjek Livingston FC

“Czułem żal”. Polak trafił z V ligi do Premiership i staje się gwiazdą

Glasgow Rangers rozegrali w obecnym sezonie 39 meczów i tylko jednemu bramkarzowi nie zdołali strzelić gola. Był nim Maksymilian Stryjek, golkiper walczącego o awans do Ligi Europy szkockiego Livingston. Wielu kibiców w Polsce mogło nawet nie słyszeć tego nazwiska. Wszystko dlatego, że ścieżka kariery Polaka jest daleka od tradycyjnej. Niespełna rok temu grał on w… V lidze.

Maksymilian Stryjek to członek reprezentacji Polski U-21 na rozgrywane w naszym kraju mistrzostwa Europy w 2017 roku. Wydawało się, że to wystarczająca karta przetargowa, by już kilka lat temu zaistnieć w piłce. Nic z tego – zaraz po turnieju podpisał kontrakt z V-ligowym klubem angielskim. Jak do tego doszło? – Musiałbym kilku osobom naubliżać – mówi w rozmowie z Goal.pl. Był wtedy piłkarzem Sunderlandu, ale nigdy w nim nie zadebiutował, klub wolał go wypożyczać. Później jednak wszystko dość niespodziewanie się ułożyło. Z półzawodowej ligi dosłownie z dnia na dzień wskoczył do zespołu szkockiej Premiership, a niedługo później wywalczył miejsce w podstawowym składzie. Zbiera doskonałe recenzje, a odkąd stanął między słupkami jego zespół notuje świetny sezon. Nam opowiada też o niezłych zarobkach na peryferiach piłki, wspomnianym transferze niemal z dnia na dzień, błędach przeszłości i marzeniach na przyszłość. Przed państwem 24-letni Maksymilian Stryjek.

Wiesz, ilu bramkarzom w obecnym sezonie, licząc wszystkie rozgrywki, Glasgow Rangers nie strzelili gola?

Tak, jednemu (śmiech). Ale to nie jest tak, że ja zatrzymałem Rangersów, bo na grę na zero zrzuca się cała drużyna. Byłoby niepoważne, gdybym wszystko przypisał sobie. W tamtym meczu zagraliśmy bardzo dobrze w defensywie. Dla mnie wspomnienie jest miłe, bo był to mój debiut. Wiedziałem, że muszę zachować koncentrację, byłem świadomy, kto jest po drugiej stronie. Zależało mi, by dobrze wypaść, fajnie, że się udało.

Później gola nie wbił ci też Celtic. Masz poczucie, że w szatni patrzą na ciebie jak na ważne ogniwo zespołu?

Czuję, że chłopaki inaczej się do mnie odnoszą. Nie wiem, czy to nie za dużo, bym powiedział, że stałem się jednym z liderów, ale mam poczucie, że jestem ważną postacią w szatni.

Do klubu przychodziłeś jako zmiennik, a od dłuższego czasu grasz po 90 minut. Co sprawiło, że stałeś się “jedynką”?

Drużynie nie szło. Trener stwierdził, że trzeba dokonać jakichś zmian. Wiedział, na co mnie stać, bo umawialiśmy się wcześniej, że dostanę szansę w pucharach. Gdy grałem, nie zawodziłem. Gdy nie grałem, czekałem na swoją szansę. W jednym z meczów Robby McCrorie popełnił dwa błędy i trener uznał, że spróbuje postawić na mnie. Wygląda na to, że szansę wykorzystałem, skoro gram.

Wiadomo, jak na Wyspach ludzie żyją piłką. W małym ośrodku, jakim jest Livingston, jesteś rozpoznawalny na ulicach?

Lockdown nie pomaga budować rozpoznawalności. Odkąd jestem w Livingston, na miasto wyszedłem może z cztery razy. Z domu raczej nie wychodzę, więc trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Ale czuje się to, że ludzie żyją piłką. Obserwuję to choćby w swoich social mediach, gdzie czuję wsparcie, otrzymuję wiadomości od kibiców. Jest bez porównania z piątą ligą angielską. Tutaj ludzie bardziej się emocjonują wynikami drużyny.

Jesteś pierwszym bramkarzem Livingston, aktualnie zespołu numer pięć w Szkocji. Kilka lat temu brałbyś takie rozwiązanie w ciemno?

Raczej nie. Jak byłem młodszy, inaczej podchodziłem do wielu spraw. Może to było nieracjonalne i nierealistyczne? Kilka lat temu miałem myśli, że w tym wieku będę grał w Premier League. Życie napisało inny scenariusz, ale obecnie cieszę się, że tu jestem. Mam możliwość rozwijania swojej kariery i staram się to wykorzystywać, by zrobić kolejny krok do przodu.

Jeśli miałbyś możliwość wysłać list do młodszego siebie, co być w nim napisał?

Żebym pracował ciężej i bardziej dbał o siebie. Może dzięki temu uniknąłbym kilku kontuzji, które spowolniły mój rozwój. W ważnym momencie swojej kariery naderwałem mięsień dwugłowy i na dwa-trzy miesiące wyleciałem ze składu, gdy zaczynałem grać w IV lidze angielskiej. Gdyby nie to, po pół roku miałem duże szansę na występy w Championship, gdzie znajdował się wtedy Sunderland.

W 2017 roku zostałeś powołany do reprezentacji U-21 na finały rozgrywanych w Polsce mistrzostw Europy, a zaledwie rok później broniłeś w piątej lidze angielskiej. Jak to możliwe?

Dobre pytanie. Żeby na nie odpowiedzieć, musiałbym kilku osobom naubliżać. Miałem kilku agentów, z którymi współpracowałem i tutaj postawię kropkę. Faktycznie po młodzieżowym Euro trafiłem do V ligi angielskiej i najprostszą odpowiedzią na pytanie “dlaczego”, jest taka, że nie miałem żadnych innych ofert.

A jak to się stało, że z półamatorskiej ligi trafiłeś bezpośrednio do w pełni profesjonalnej i lepszej od Ekstraklasy?

Zaczęła się pandemia i w marcu zakończyliśmy grać w lidze. Miałem dylemat, bo trenerzy mówili, że zaraz ruszy na nowo i prosili, bym został na Wyspach, ale nie chciałem siedzieć sam w Anglii. Wolałem spędzić ten czas z rodziną i dziewczyną, więc wróciłem do kraju. Byłem tak dogadany, że propozycję nowego kontraktu dostanę drogą pocztową na polski adres, ale nic do mnie nie dotarło. Później się dowiedziałem, że jestem bez klubu, bo tak zdecydowano. Wpadłem na pomysł, by spróbować poszukać czegoś w Szkocji i poprosiłem agenta, by podziałał w tym temacie. Dwa-trzy tygodnie później wrócił do mnie z ofertą testów w Livingston. Te poszły dobrze, bo dostałem propozycję kontraktu.

Grając w V lidze chodziły ci po głowie czarne myśli? Że może ta duża piłka nie jest dla ciebie, zwłaszcza, że wcześniej przez kontuzję nie przebiłeś się w IV lidze?

Szczerze mówiąc tak. Najmocniej, gdy wróciłem do Polski. Wtedy była jakaś kumulacja czarnych myśli. Dziewczyna mówiła mi, żebym się ogarnął, za co dziś jestem jej wdzięczny.

Da się wyżyć z gry w V lidze angielskiej, czy piłkarz musi dorabiać?

Zależy w jakim klubie się gra, ale w Eastleigh nikt nie musiał się łapać dorywczych prac.

Przyjmując, że w I lidze polskiej można zarobić 8-10 tys. zł miesięcznie, gdzie płacą lepiej – tu, czy w angielskiej National League?

Myślę, że w Anglii.

W Livingston mogłeś liczyć na podwyżkę?

Livingston nie ma jakiegoś wielkiego budżetu i zawodnicy nie przychodzą tutaj dla pieniędzy. Każdy chce się tu wybić i zaistnieć w piłce. Dlatego podpisałem się pod tym projektem. Dla mnie to była dobra możliwość, by w przyszłości zagrać wyżej.

Rozważyłbyś dziś propozycję z Ekstraklasy, gdyby taka się pojawiła? Czy byłby to krok w tył?

Jako profesjonalista na pewno każdą ofertę bym rozważył, choć nie jestem w stanie powiedzieć, czy bym ją przyjął. Nie ukrywam, że na dziś nie mierzę w Ekstraklasę, a trochę wyżej. Póki co do mnie żadne propozycje nie dochodzą. Klub i agent milczą w tej sprawie.

Premier League kojarzy się ze szczytem profesjonalizmu, ale podobno Sunderland – który za twoich czasów występował w elicie – był daleki od takiego podejścia. Jak wyglądał ten klub od środka?

Ciężko mi o tym opowiadać i nikogo nie urazić. Przede wszystkim zarządzanie było złe. Dziwił dobór zawodników. Do klubu trafiało wielu piłkarzy o raczej średnich umiejętnościach, co było bezpośrednią przyczyną spadku najpierw do Championship, a później od razu do League One. Przed pierwszym meczem na zapleczu Premier League graliśmy sparing z Celtikiem Glasgow. Przegraliśmy 0:5, a u mnie zapaliła się lampka, że będzie ciężko. Mówienie o szybkim odrodzeniu jak feniks z popiołu nie wyglądało poważnie, choć sam nie przypuszczałem, że skończy się spadkiem.

Czułeś żal do Sunderlandu, że nie postawili tam na ciebie i woleli wypożyczać?

Na pewno tak. Widziałem po sobie, że jestem w stanie grać na tym poziomie i dać wiele dobrego zespołowi. Szczególnie, że włodarze klubu powiedzieli, że będą dawać więcej szans młodym piłkarzom. Zawiodłem się na nich. Rozmawiałem z trenerami o swojej sytuacji, gdy na początku sezonu dowiedziałem się, że nawet nie siedzę na ławce. Usłyszałem, że jestem niedoświadczony, że najpierw muszę się ograć. I że ściągnęli właśnie bramkarza, który musi grać. Dużo typowej gadki, gdy trener nie wie, co powiedzieć zawodnikowi. Wiem, że było też drugie dno tej sprawy, ale nie mogę o tym mówić.

Kibicujesz wciąż Sunderlandowi?

Śledzę ich, chciałbym, żeby awansowali, ale nie pasjonuję się tym jakoś szczególnie.

Skończmy tę rozmowę pozytywnie. Jakie masz sportowe marzenia na następne lata?

Chciałbym przejść do topowego klubu albo do innej ligi, najchętniej do Premier League. Marzę o reprezentacji Polski. Wiem, jak trudno będzie to zrealizować, ale trzeba sobie stawiać cele. 

Komentarze